Od ruchu…
Większość osób, które przychodzi na swoje pierwsze zajęcia jogi, sprowadza na matę jakiś rodzaj cierpienia. Boli kręgosłup, barki lub – zdarza się – całe ciało. Gdy uczymy się asan i zaczynamy praktykować regularnie, problemy zdrowotne stają się mniej dokuczliwe, a nawet ustępują zupełnie. Sama również doświadczyłam bardzo szybko poprawy zdrowia, już po kilku zajęciach miałam zdecydowanie lepsze samopoczucie, a za jakiś czas leki, które brałam na dwie choroby przewlekłe i które miałam brać już do końca życia, przestały być mi potrzebne. (Nie obiecuję, że joga uzdrowi czyjeś ciało, choć nie można wykluczyć, że uzdrowi. Nie o tym jednak jest ten wpis).
Bywa, że joga przynosi nam owoce w postaci zdrowia, czujemy się lepiej, a nawet coraz lepiej, i joga staje się częścią naszego życia. Asany, które dotąd wykonywaliśmy z wysiłkiem, stają się dla nas wygodną przystanią na kilka lub kilkanaście oddechów i rozglądamy się za kolejnymi wyzwaniami. Opanowujemy coraz to trudniejsze asany lub vinyasy i… zastanawiamy się, jak najlepiej rozwijać swoją praktykę jogi. Prędzej czy później zaczynamy rozumieć (choć pewnie już wcześniej o tym słyszeliśmy), że ruch – ten zbawienny ruch kompensujący siedzący tryb naszego życia – nie tylko nie jest esencją jogi, lecz jej dziedzińcem, który prowadzi
…do bezruchu
Jedną z nielicznych definicji jogi jest ta pochodząca z Jogasutr Patańdżalego: Joga jest ustaniem poruszeń umysłu. Bezruchem. Ciszą. Tłem dla naszych myśli i innych poruszeń. Doświadczeniem głębin naszego istnienia, przestworzy naszego jestestwa. Wchodząc w ten wymiar praktyki i ten wymiar siebie, można usłyszeć wewnętrznym zmysłem:
Witaj w Domu!
Aby tak się stało, nasze ciało potrzebuje asany, rozumianej jako pozycja stabilna i wygodna (Patańdżali), takiego przygotowania, które sprawi, że nasze ciało nie jest już dla nas uciążliwym balastem. Potrzebujemy też rozwinąć w sobie wewnętrznego świadka – nie tylko naszego ruchu, ale także wrażeń pojawiających się w naszym ciele, emocji oraz pracy naszego umysłu. Potrzebujemy poznać siebie. Dokonuje się to w ciszy kolejnych stopni jogi: w pranajamie – pracy z oddechem, pratyaharze, czyli skierowaniu zmysłów do wewnątrz, w skupieniu, czyli dharanie, oraz w momentach medytacji, dhyanie.
Bycie cichym może być przerażające, a pozostawanie w bezruchu wymaga odwagi. Nie można oczekiwać od nikogo, że zasiądzie na polu bitwy własnego umysłu, nie będąc uzbrojonym w szablę bezwarunkowej prawdy w jednej ręce i miecz bezwarunkowej miłości w drugiej. A jednak podróż do wewnątrz nie jest podróżą dla jakiejkolwiek elity. Nie trzeba przechodzić przez skomplikowane inicjacje i płacić za drogie seminaria, aby zyskać dostęp do miejsca, w którym można spotkać Rzeczywistość i powiedzieć jej „tak”. Kiedy zwracamy się do wnętrza, badając obecną chwilę z cierpliwością i dociekliwością, stajemy się plażą, przez którą mogą przepływać fale miłości i przekształcać topografię naszej duszy.
Mirabai Starr, Dzika Łaska. Kobieca mistyka (nie)zwykłego życia, tłum. Aleksandra Kotlęga, Rzeszów 2022, s. 69-70.
Choć powyższy cytat nie pochodzi z książki o jodze, lecz o mistyczkach różnych duchowych tradycji, opisuje ścieżkę, którą wyznacza również piękna dyscyplina rozwoju człowieka, jaką jest joga. Jest ona dla mnie drogą doświadczania Jedności – siebie, świata, jedności z własną duszą i jej Stwórcą, lub jeśli wolisz: Matką. Ta droga w moim doświadczeniu nie przekracza ciała, nie wyrzeka się go, przeciwnie: ucieleśnia Miłość.
Pranajama i medytacja
Będąc na seminarium jednego z uznanych nauczycieli jogi, na pytanie: „Jak rozwijać swoją praktykę jogi?” usłyszałam właśnie tę odpowiedź: „Praktykuj pranajamę i medytację”. Zdziwiły mnie te słowa, lecz postanowiłam spróbować. Może i Ty, gdy nasycisz się brodzeniem w ciepłych wodach doświadczeń płynących z ciała, odważysz się wypłynąć w rejs ku Pełni?
Intrygujacy tekst. Aż chce się spróbować. Ile spotkań potrzeba aby joga przestała być czymś nowym, a stała się „przyzwyczajeniem”?
Dziękuję! Potrzeba wielu godzin spędzonych na macie, jednak co chwila odkrywa się kolejne zachęcające owoce praktyki, w tym cierpliwość 😉 Warto też pamiętać, że to sama droga jest celem, kroczenie nią przynosi szczęście i radość. Efekty przyjdą w swoim czasie, przyjdą na pewno, jeśli nie zniechęcimy się nazbyt ambitnym podejściem. Warto wejść na tę drogę, mimo że to dość wymagająca czasu podróż. Czas minie i tak, a my zorientujemy się za moment, że jesteśmy już w nowym miejscu.